21.06.2020
12:55
Wracają mi myśli, te złe, te, których pozbywałam się przez lata.
Tu widzę to, tam widzę tamto.
Przybywa z tej strony, z boku, tutaj, wszędzie.
Jak się pozbyć tej pierdolonej choroby!?
Da się w ogóle?
Podobno zostaje z Tobą do końca życia.
Można jedynie zagłuszyć jej krzyki.
Ale jak to zrobić?
Przecież wiem, że nikt nie jest idealny.
Dlaczego więc katuje się tym wszystkim?
Wchodzę codziennie, aby zmierzyć swój upadek.
Czasami pojawi się uśmiech.
Niestety - wiem kiedy.
Kiedy się zmniejsza.
Spada liczba mierząca moje piękno.
Paradoksalnie więcej nie znaczy lepiej.
Chowam twarz w dłoniach, które oplatają ją całą.
Nawet to mnie przeraża.
Co ze mną nie tak?
Wczoraj patrząc na ścianę w dawnym pokoju - przypomniałam sobie.
Swoją słabość, ale także walkę, siłę.
Cała ściana pokryta wspomnieniami wywołującymi uśmiech i łzy.
Ciężko mi, bo wiem, że jestem sama.
Z nią, sama.
Powrót do tego co było, będzie niczym więcej jak autodestrukcją.
Ale może właśnie tego w tym momencie potrzebuję.
Dlaczego?
Dobre pytanie.
Chyba zawsze, kiedy już jestem na dobrej drodze - lubię odbić w bok.
Tam przez cierniową ścieżkę, żebym przypadkiem nie zapomniała kim tak naprawdę jestem.
Przykro mi, że nie umiem się odciąć.
Najlepiej od głowy, choć na jeden dzień.
Wszystko byłoby prostsze.
Zero emocji, uczuć, po prostu płyniesz.
Patrzysz na to wszystko i w końcu możesz nie czuć nic.
Tak bardzo tego potrzebuję.
Na jeden dzień.
Godzinę.
Minutę.
Sekundę.
Nie czuć.
Nie myśleć.
Choć jeden dzień
Komentarze
Prześlij komentarz